30 lipca 2017

#YANKEE CANDLE W LETNIEJ ODSŁONIE PROPOZYCJI /DRIFTWOOD/

Witam 

Driftwood


"Wosk z rześkiej linii zapachowej Yankee Candle z serii Classic o zapachu wyrzuconych przez morze na piaszczystą plażę konarów drzewa, zaimpregnowanych morską solą i wysuszonych przez słońce."


 Nuty zapachowe:
- nuty głowy: lilia wodna, sól morska
- nuty serca: drewno, eukaliptus
- nuty bazy: bób tonka, cedr


Zdaję sobie sprawę, że nie zachęcę każdego do zapoznania się z aromatem wosku Driftwood. 


Pochodzi on z kolekcji letniej. Liczyłam na lekki powiew wakacji. Może coś w nim takiego i jest, ale jest to typowy męski zapach, więc dla wybrańców. Czy dla mnie? Średnio. Na jesień bardziej bym go widziała w kominku. Teraz nie. Dlatego miał swoje pięć minut, poznałam go i odstawiłam. 

Wyczuwalne drewno takie wyschnięte leżące na gorącym piasku to dominująca nuta jaką wyczułam. Minimalnie słodkie aromaty przelatują gdzieś koło nosa wraz z eukaliptusową domieszką.


Wosk mogę porównać do poważnego dojrzałego pana. Z zasadami i ułożonym życiem w którym brakuje codziennego uśmiechu. 


Wosk pomimo, że znalazł się w letniej kolekcji to wg. mnie do niej nie pasuje. Mnie ten zapach męczy w upalne dni. Być może na jesień zmienię o nim zdanie.

pozdrawiam - Magda

28 lipca 2017

#DERMISS JAKO TRIO DBAJĄCE O SKÓRĘ CIAŁA

 Witam

Rzadko kiedy dobieram kosmetyki do pielęgnacji ciała jednej marki. Przeważnie jest to grupka mieszana czyli każdy z innej parafii. Tym razem jestem 'porządna' i wieczorny rytuał pielęgnacyjny ciała przeprowadzam z jedną linią. Konkretnie pochodzi ona od Farmony. Jest nią Dermiss - nowa definicja pielęgnacji skóry.


"Korzystając z naszego wieloletniego doświadczenia, zainspirowani rytualną azjatycką koncepcją pielęgnacji stworzyliśmy własny program prawidłowego dbania o piękno skóry.

Nasza skóra posiada naturalne zdolności samo odżywiania i regeneracji, a zadaniem kosmetyków jest ją w nich wspierać. Dlatego tak ważny jest przemyślany system pielęgnacji, bazując na odpowiednich, następujących po sobie krokach i zasadzie layeringu zakładającej stosowanie od kilku do kilkunastu produktów nakładanych w odpowiedniej kolejności. Do codziennych rytuałów warto również włączyć zasady chronokosmetyki, czyli zsynchronizowania pielęgnacji z naturalnym rytmem organizmu, a wszystko to w celu zoptymalizowania efektów poszczególnych etapów."


Cała linia posiada znaczną ilość produktów obejmujących ciało i twarz. Przedstawię dziś trzy propozycje, które pozwoliły mi na przeprowadzenie pełnej pielęgnacji ciała.

W skład wchodzą:
  • 1'2 Pure Exfoliate, odżywczy peeling do ciała
  • 1'3 Quick Hydration nawilżający balsam do ciała, oraz
  • 1'4 Deep Revivial regenerujące masło do ciała

Wszystkie trzy produkty zostały zapakowane w biało-brzoskwiniowe tekturowe pudełeczka o znacznych rozmiarach. Producent podjął wszelkie starania do wizualnej części tych produktów i uważam, że mu się to udało. Po pierwsze sporo wiadomości można znaleźć na opakowaniach (w dwóch językach). Tektura z której wykonano kartony została powleczona dodatkowo specjalną powłoczką, więc nie łatwo jest nią zniszczyć. 

Aplikacja każdego z kosmetyków nie przynosi problemów. Są łatwe w używaniu, a przy pierwszym zastosowaniu w każdym z nich znalazłam dodatkowe zabezpieczenia. Od strony technicznej nie mam żadnych uwag.


1'2 Pure Exfoliate, odżywczy peeling do ciała
Pojemność - 300 g
Cena - 35 zł

Peeling jest cukrowy. Oprócz ziaren cukru posiada dodatkowo drobinki bambusa, które także odpowiadają za złuszczanie martwych komórek naskórka. Lubię ziarenka, które nie rozpuszczają się od razu, mogę wtedy mieć więcej czasu na dokładny masaż. I tak jest tutaj.

Peeling muszę zużyć w ciągu 6 miesięcy, sądzę, że nie będzie z tym problemów, ponieważ pozwalam sobie na rozkosz z nim 2 razy w tygodniu. Mieszczę się w normie - producent zaleca od 1-2 użyć.

Zapach jest świeży i dobrze się kojarzy. Gęstość na tyle jest zwarta, że nie uprzykrza aplikacji nie mówiąc o samym masażu. Patrząc bezpośrednio na peeling widać drobinki bambusa to te ciemne, a jaśniejsze to cukrowe. Całość jest półprzeźroczysta. 

Pocierając tym peelingiem skórę (wybrane części) przygotowuję ją do dalszej pielęgnacji. Kosmetyk w tej roli sprawdza się wyśmienicie. Oprócz wzorowego złuszczania, wygładza on skórę i przyspiesza samoregenerację tym samym pobudza mikrokrążenie i zwiększy absorpcję składników aktywnych czyli: oleju kokosowego i masła Shea.

Dodam, że warto skupić jest się na szczególnych miejscach jak: łokcie czy kolana. Tam skóra często jest chropowata i sucha. Peeling ten usuwa te niedogodności. Może nie od razu je nawilża jak powinien, ale oczekiwane efekty przychodzą tylko nieco później. 



1'3 Quick Hydration nawilżający balsam do ciała
Pojemność - 150 ml
Cena - 25 zł

Balsamy do ciała w formie sprayu rzadko spotykam.  Dlatego kiedy bliżej zapoznałam się w tym produktem wiedziałam, że stanie się ulubieńcem w pielęgnacji na dzień. Bo takie ma zresztą przeznaczenie.

Producent wiedział czego użytkowniczki oczekują od takiego dziennego mazidełka. Przede wszystkim prędkości wchłaniania, która tutaj można rzec jest expresowa. Balsam sprawnie wnika w naskórek ochraniając płaszcz przed utratą wody.

Pojemnik balsamu jest zgrabny, ergonomiczny i mimo 150 ml - wydajny. Pachnie: świeżo nieco słodko. Z zaakceptowaniem aromatu może być różnie, zależy wszystko od naszym oczekiwań. Np: latem lubię jak ciało mam pachnące dlatego balsam dobrze się tu sprawdza. 

Aplikacja odbywa się przez atomizer "wypluwający" produkt w formie pianki, która zmienia postać na emulsję. Składnikami aktywnymi są: kwas hialuronowy, ole arganowy oraz kompleks wygładzający. 

Balsam wystarczająco nawilża skórę, łagodzi podrażnienia po depilacji z dnia poprzedniego. Balsam jest lekki i myślę, że spokojnie zaspokoi oczekiwania w trakcie dnia. Balsam będzie dobrym zamiennikiem klasycznych mazideł. 
Jego forma podania, szybkość wchłaniania to wszystko daje nam producent by umilić nam poranek kiedy się spieszymy. 


1'4 Deep Revivial regenerujące masło do ciała
Pojemność - 275 ml
Cena - 35 zł

Masło to produkt jaki jest doceniany przez moją skórę przede wszystkim w chłodniejszych porach roku. Tym razem stało się inaczej, odbiegłam od tradycji przez czystą ciekawość i usunęłam sreberko z powierzchni opakowania w którym się znajdował ten cudak...i tak powstała letnia przyjaźń z tym masełkiem. 

Po paru tygodniach skóra  stała się tak dobrze odżywiona i zregenerowana, że odstawiłam go i czeka do jesieni. Na teraz mam lżejsze produkty, o nawet owy balsam opisywany powyżej. O maśle jednak napiszę kilka zdań. 
Jego gęstość jest prawidłowa, zwarta dobrze się ją wydostaje. Masło jest śnieżnobiałe i subtelnie pachnie. Ma moc - nie boję się użyć określenia, że daje intensywne nawilżenie i poradzi sobie ze suchą skórą bez przeszkód. Po czasie odżywia skórę, wzmacnia ją i wygładza, nawet moje łydki kazały mi go odstawić po paru aplikacjach. 
Masło pozostawia po sobie warstwę z lekka tłustą, która po dłuższym wchłonięciu staje się minimalna. Aktywnymi składnikami jakie dają takie dobre wyniki w używaniu masła są: masło Shea, olej kokosowy, olej arganowy, olej awokado, ekstrakt z bambusa. Masło ma ważność 6 miesięcy od otwarcia.


Trzy produkty o których dziś pisałam pochodzą z linii Dermiss, Farmona. W każdym z nich doszukałam się paru pozytywnych zalet. Wad? No może to, że produkty nie są całkiem naturalne, ale w składach doszukać można się dobrych aktywnych składników, które przemawiają na ich korzyść. Oceniając każdy produkt zwracałam uwagę czy nie szkodzi on na skórę. Żadnych przykrych objawów uczulenia, wysypki nie było. 

Ode mnie box mieszczący program profesjonalnej pielęgnacji skóry otrzymuje wysoką notę. Zachęcam do jego poznania.


pozdrawiam - Magda

26 lipca 2017

OSTATNIE HITY BLOGOSFERY Z #BIONIGREE, CZY MOGĘ I JA DAĆ IM REKOMENDACJĘ?

Witam

Polska marka kosmetyków Bionigree przewija się w ostatnich miesiącach przez blogi. Czytać można o jej produktach bardzo dobre recenzje, blogerki wysoko oceniają tak szlachetne produkty do włosów. Dlaczego? 

  • BIONIGREE to naturalne kosmetyki do włosów i skóry głowy. 
  • To specjalistyczne kosmetyki o naturalnym składzie z dodatkiem czarnej porzeczki. 
  • Naturalne kosmetyki trychologiczne BIONIGREE to kosmetyki bez SLS/SLES, parabenów, sztucznych barwników i innych niepożądanych składników. To profesjonalne kosmetyki do codziennego użytku.

Niedawno sama mogłam się przekonać o ich działaniu. W pierwszej kolejności włosy poznały szampon, który wzorowo oczyszczał nie dając efektu przyklapu. 

W drugiej kolejności kosmetyczkę zasiliły dwa pozostałe produkty do pielęgnacji skalpu i włosów tj. Odżywka nawilżająca oraz Serum oczyszczające. Zapraszam Was drodzy czytelnicy o poznanie mojego zdania na ich temat. Czy spodziewacie się samych zachwytów? ...


Odżywka nawilżająca do skóry głowy i włosów BIONIGREE BASIC_01
Pojemność - 200 ml
Cena - 64 zł

Odżywka jest kosmetykiem naturalnym. Po zapoznaniu się z informacjami o niej wiedziałam, że ma pomóc skalpowi co mnie niezmiernie ucieszyło oraz oczywiście włosom.

Producent nazwał go specjalistycznym kosmetykiem trychologicznym dlatego przekonana, że zniweluje problemy skórne czym prędzej rozpoczęłam jego stosowanie. 

Zacznę od walorów zewnętrznych. Odżywkę umieszczono w  plastikowej twardej buteleczce z pompką. Trafnie rozwiązano w tym przypadku aplikację. Pompki to o stopień wyższa forma aplikacji niż standardowy klik. 
Mi osobiście sama gęstość sprawia problemy. Jest za bardzo wodnista przez co wylewa się czasami za skalp lub wycieka z dłoni. Odruchowo pompuje się jej więcej przez co ubytek jest widoczny bardzo szybko. Uważam, że to zasadnicze wady tego produktu - rzadka konsystencja. 

Nie zawiera SLS/SLES, parabenów, silikonów, PEG, sztucznych barwników i innych niepożądanych substancji w kosmetykach pielęgnacji skóry głowy i włosów.

Nie zawiera składników pochodzenia zwierzęcego i kosmetyk nie był testowany na zwierzętach.

O kluczowych składnikach możecie poczytać <TUTAJ>


W odżywce występuje kofeina i nikotynian metylu, które przyczyniają się do zwiększenia mikrokrążenia krwi w skórze,  wystąpiło u mnie też tymczasowe zaczerwienienie. Podczas stosowania jej na noc te zaczerwienienia mnie aż tak nie denerwowały chociaż miałam je na rękach nogach. W tych miejscach, gdzie odżywka zdążyła pacnąć. O poranku kiedy myłam włosy i ją aplikowałam te plamy już nie były śmieszne bo kilkakrotnie wychodziłam z nimi z domu, a znikały po dłuższym czasie.

Przed poznaniem kluczowego działania odżywki podam jaki zakres ma ten produkt:

  • intensywnie odżywia, odbudowuje i nawilża zniszczoną zabiegami i nieprawidłową pielęgnacją strukturę skóry głowy,
  • wzmacnia włosy i cebulki włosowe,
  • chroni komórki macierzyste skóry głowy,
  • opóźnia proces starzenia komórek macierzystych skóry głowy i jego oznaki,
  • zapobiega elektryzowaniu się włosów,
  • zapewnia właściwą ochronę przed szkodliwymi czynnikami. 
Zastanawiałam się chwilę jak podejść do obietnic producenta bo jak widzicie jest czasami trudno odnieść się do poszczególnych zalet np:
chroni komórki macierzyste skóry głowy,
opóźnia proces starzenia komórek macierzystych skóry głowy i jego oznaki...

Moim zdaniem: odżywkę nieciekawie się aplikuje, sporo jej zawsze spływa po ciele. U mnie akurat występują nieatrakcyjne zaczerwienienia. Przez nie używałam jej niesystematycznie i właściwie przestałam po paru aplikacjach. 

Po kilku jakie się odbyły włosy po wyschnięciu były oklapnięte, nie układały się po mojej myśli, szybciej się przetłuszczały, a nawilżenie było słabe, ale nie dziwię się przy moich ilościowo skąpych zastosowaniach. Włosy też marnie się rozczesywały.




Serum oczyszczające do skóry głowy BIONIGREE BASIC_01
Pojemność - 100 ml
Cena - 57 zł

Serum ma mocno słomkowy odcień. W bezbarwnej buteleczce łatwo jest mi ocenić ubytek. Aplikacja przez pipetkę wydawała mi się z początku, że będzie kłopotliwa. Manualnie jest to najwygodniejsza forma do aplikacji wodnistych cieczy. Odpowiada mi. 

W zapachu przypomina mi woń syropu dla dzieci Pini. Po zaaplikowaniu dwóch pipet odczuwam przyjemny chłodek, który akurat w upały jest takim przyjemnym akcentem.

Serum ma działanie złuszczające, przeciwłupieżowe, antybakteryjne i przeciwwirusowe. Preparat przeznaczony do wszystkich rodzajów skóry.

W składzie mieści mydło kastylijskie, kwasy AHA i estry oleju z czarnej porzeczki, wiesiołka, ogórecznika i lnu dlatego: 



  • usuwa nadmiar zrogowaciałego naskórka,
  • rozpuszcza łój zalegający w mieszkach włosowych,
  • reguluje pracę gruczołów łojowych i
  • łagodzi podrażnienia skóry.

O kluczowych składnikach możecie poczytać <TUTAJ




Na tle odżywki serum wypada dużo lepiej. Czuję i widzę znaczną poprawę na skalpie. Mniej się drapię to zauważyłam w pierwszej kolejności. 
Po umyciu głowy i wyschnięciu włosów czuję niewiarygodną ulgę. Jakby skalp odradzał się na nowo. Jest lekki, oczyszczony. Po paru zastosowaniach gruczoły łojowe obniżyły wydzielanie sebum przez co włosy są o jeden dzień świeższe nawet w upał +30. 
Z działania serum jestem zadowolona. Skomponowany skład pomógł mi i to szybko uporać się ze swędzącą skórą zwłaszcza w tylnej jej części. 
Włosy teraz odstają, mogę cieszyć się ich świeżością nieco dłużej. Skóra została podleczona. Serum jest bardzo wydajne, a długa pipeta znacznie ułatwia jego aplikację.

Znacie produkty Bionigree? Jak wypadły u Was - jestem bardzo ciekawa zwłaszcza odżywki, która u mnie wypadła słabo.


 pozdrawiam - Magda

24 lipca 2017

#GLYSKINCARE, INTENSE C /SERUM NA PRZEBARWIENIA/

Witam

Markę GlySkinCare miałam przyjemność już poznać. Używając paru jej produktów do włosów wiem, że każdy z nich dał mi zadowolenie, dlatego marka jak dotąd kojarzyła się mi pozytywnie. 

Pod lupę tym razem wzięłam kosmetyk do pielęgnacji skóry twarzy. Jest nim serum z witaminą C na przebarwienia. Przy wyborze kosmetyku kierowałam się tym by zawierał coś wyjątkowego. 
Bijący z opakowania napis L-Ascorbic Acid -czyli skoncentrowana forma witaminy C skłonił mnie do bliższego poznania i zaobserwowania ewentualnych zmian na cerze. 

Serum przeznaczone jest do każdego typu skóry.
Zapraszam na opinię.



Szklana w sumie najzwyklejsza ciemna buteleczka z pipetką dozującą wzbudza zawsze u mnie zaufanie w nowo poznawanym produkcie. Kojarzy mi się z apteczną wersją "lepszego" produktu. Przyciemnione szkło ochrania jej zawartość przed promieniami słonecznymi, które negatywnie wpływają na skład. 

Do zużycia było przede mną 30 ml dość wodnistej cieczy, trochę przypominającej konsystencję olejkową. Teraz wiem po prawie dwóch miesiącach, że taka pojemność jest bardzo wydajna. 

Stosując serum w takim czasie ubytek nie jest wielki. 

Do jednokrotnego użycia potrzebuję zaledwie 5 kropel, mało? Myślę, że w sam raz. Twarz mam pokrytą dobrą jego warstwą. 

Serum aplikuję jedynie na noc, takie ma zresztą przeznaczenie. Po wklepaniu nie czuję tłustości, a jedynie w pewnym sensie jego obecność.
Zapach jest mi obojętny, nie wyróżnia się niczym szczególnym. Ciekawostką przy tym serum jest to, że wywołuje przyjemne ciepło na twarzy w trakcie wchłaniania. Czasami jest ono słabsze, czasami wyczuwalne mocniej. 



Serum posiada pH 3.  Po otwarciu ma ważność aż 2 lata. Sporo jak na produkt do twarzy. Chyba jest to mój pierwszy kosmetyk, który po otwarciu może być tak długo ważny.

Serum zawiera L-Ascorbic Acid -czyli skoncentrowaną formę witaminy C. Ma ona dotrzeć do najgłębszych warstw skóry oraz zapewnić ochronę przed wolnymi rodnikami. Jej zadaniem jest również zabezpieczenie przed promieniowaniem UVA i UVB.

W chwili obecnej (po około 2 miesiącach stosowania serum) jest mi nadal trudno go ocenić. Jest to czas za krótki by cokolwiek zauważyć znaczącego odnośnie np: zmarszczek na które serum nie wpłynęło tak naprawdę. Nawet płytkie zmarszczki nie uległy wypełnieniu. Po dwóch tygodniach jak dobrze pamiętam zaczęłam wyczuwać na skórze niedosyt odnośnie nawilżenia. Wtedy posiłkować się zaczęłam kremem by płaszcz lipidowy nie uległ przesuszeniu i utrzymywał prawidłową ilość wody.

Przebarwień nie mam dlatego tutaj moja ocena jest zbyteczna.
Szukając opinii innych użytkowniczek tego serum natknęłam się na informację w jednym opisie, że serum to posiada składnik o nazwie Polyacrylamide i jest on rakotwórczy. Z początku mnie to przeraziło, ale po kilku dniach uznałam, że w tak krótkim czasie serum z tym składnikiem nie mogło mi zaszkodzić. Przykro mi, że muszę Wam o tym składniku napisać.


Z początku produkt mnie zdobył i to bardzo. Chciałam go poznać i ocenić działanie. Prawidłowo dobrane opakowanie w postaci ciemnego szkła z pipetką kupiło mnie i z ochotą zaczęłam go używać. Ze względu na Polyacrylamide serum odstawiłam nie chcę się jednak narażać. Koszt jego to 79 zł. Dla niektórych sporo, zgodzę się. 

Zdecydujcie sami, czy chcecie go poznać, na korzyść jest w nim występująca witamina C. 


pozdrawiam - Magda

22 lipca 2017

#YANKEE CANDLE, COASTAL LIVING

Witam

Coastal Living 

"Wosk z rześkiej linii zapachowej Yankee Candle z serii Classic o intrygującej słodko-słonej mieszance zapachu nadbrzeżnych kwiatów z ciepłą oceaniczną bryzą."


Nuty zapachowe:
- nuty głowy: sól morska
- nuty serca: lawenda, morskie kwiaty
- nuty bazy: mech, koralowe piżmo.


Zapach pochodzi ze świeżej kolekcji 2017 Coastal Living. 


Podczas upalnych dni jak dziś stronię od palenia kominka mimo, że jestem wielbicielką wosków i świec zapachowych. 


Wosk Coastal Living jest wyjątkiem. Czytając o nim na Waszych blogach doszłam do wniosku, że skoro jest słaby zapachowo to nie będzie mnie drażnił swoim aromatem w ciepły wieczór. Coś takiego mam, że zapachy zwłaszcza te ciężkie potrafią mnie zniechęcić i popsuć dobry nastrój. 


Spróbowałam i nie żałuję. Wosk faktycznie po roztopieniu roztacza w swoim najbliższym otoczeniu nieduszące i marnie wyczuwalne nuty. Po dniu, gdzie na termometrze widnieje +30 taka słodka letnia nuta jak w Coastal Living sprzyja nastrojowi i pozwala na odrobinę wytchnienia. 

Na sucho wosk nawiązuje do świeżo rozwieszonego prania, nie mylcie zaraz tego z proszkami nie, nie, nie zapach jest bardzo świeży, minimalnie słodki i czysty. Domieszka soli morskiej dobrze go akcentuje. 

Jest to w sumie pierwszy wosk jaki swoim nienachalnym aromatem przynosi mi radość i lepsze samopoczucie. Najkorzystniej jest mi go roztapiać tuż przed wieczornym spa. Po wyjściu z łazienki zabieram kominek ze sobą i kiedy poddaję skórę dalszym zabiegom ten zapach towarzyszy mi nadal co pozwala mi do końca się wyciszyć przed snem.

Coastal Living to letni, rześki zapach. Delikatne nuty jakimi dysponuje nie zakłócą czasu przed tv lub przy czytaniu lektury. Zbalansowana słodycz z ciepłem jakie płynie z aromatu pozwolą na spokojny i przyjemny wieczór.

Jego atutem oprócz zapachu jest nadmorska etykieta, która z pewnością zachęca do spędzenia czasu na piaszczystej plaży! W końcu mamy wakacyjną porę! 

 pozdrawiam - Magda

20 lipca 2017

#NIVEA SUN PROTECT MOISTURE, NAWILŻAJĄCY BALSAM DO OPALANIA 30 SPF

 Witam

Lato to piękna, ciepła pora roku do której mam sentyment. Upalne dni potrafią mnie czasami zmęczyć, ale za to zielona przyroda i przebywanie pośród niej wyrównują gorące chwile. 

Fanką bezpośredniego przebywania na słoneczku nie jestem i nigdy nie była. Lubię jednak spędzać sporo czasu na zewnątrz domu latem dlatego słońce mam na sobie czy tego chcę czy nie. 
Nie lekceważę skóry dlatego nakładam odpowiednią ochronę. Ludzie często pomijają nałożenie balsamu z odpowiednim SPF mimo, że są na słońcu - tłumaczą się "przecież się nie opalam, a jedynie np: koszę trawę czy idę do sklepu". I tu robią błąd i nie łatwo im go wybić z głowy. 

Od niedawna aplikuję przed wyjściem na słońce Nivea Sun protect&moisture nawilżający balsam do opalania 30 spf.


Mocno granatowa smukła buteleczka z pomarańczowym zamykaniem to coś co lubię w tej marce. Jej kolorystyka jest od lat przekazywana nowym produktom, które dobrze się kojarzą.  Na piasku np: takie opakowanie jest łatwe do namierzenia jak i w torbie plażowej. 


Myślę, że po kilku wypadach na krakowskie Bagry mogę przekazać Wam moje spostrzeżenia co do tego balsamu. 

Zapach ma przyjemny bardzo mi odpowiada. Myślę, że Wam też będzie sprzyjał jeżeli postanowicie go poznać. Rozcierając go na skórze na początku w małym stopniu ją bieli, ale po kilku minutach wchłania się tworząc warstwę, która ma ochraniać. Balsam sam w sobie jest dość  lekki i dzięki temu sunie sprawnie po skórze kiedy go nakładam.


Po kilku użyciach obserwowałam wieczorami jak wygląda skóra. Całkiem nieźle. 
Będąc na plaży lokuję koc zazwyczaj pod drzewem, aby nie przebywać non stop w promieniach. Jednak wchodząc do wody lub spacerując po piasku jestem już cała w słonecznej aurze.  
Balsam Nivea Sun jest dobrą ochroną. Nie zaznałam przy nim poparzeń. Skóra nie jest po wieczornej kąpieli mocno zaczerwieniona, nie piecze, nie swędzi - uczuleń nie mam. 

Nie odczuwam też ściągnięcia i niemiłej skorupki, której nie raz doznałam. 
Skuteczny system filtrów UVA/UVB znajdujący się w balsamie zapewnia natychmiastową ochronę oraz redukuje ryzyko uczuleń słonecznych. Jedynie skóra nie do końca nabiera nawilżenia jakiego oczekuję, ale rekompensuję jej to po wieczornej toalecie dodatkową warstwą olejku.
Skóra przyjemnie jest opalona, a nie spalona i nie za ciemna.
Po tym balsamie faktycznie nie zostają plamy na ubraniach. 

Używacie ochrony latem? Czy omijacie tą czynność wychodząc na słońce? 

pozdrawiam - Magda

19 lipca 2017

#HERBAL CARE, ODŚWIEŻENIE I NAWILŻENIE SKÓRY PO CAŁYM DNIU |KĄPIEL W SOŚNIE HIMALAJSKIEJ I PIELĘGNACJA W OTOCZENIU LAWENDOWEGO MASŁA|

Witam 

Ciepłe kąpiele częściej przygotowuję sobie od jesieni do wiosny. Latem stawiam na rześkie prysznice pobudzające mnie znacznie szybciej rankiem, a wieczorem chłodzące całe ciało. Dlatego teraz mniej przebywam w wannie, nie oznacza to, że wcale.

Weekendowe spa nie obędzie się jednak bez kąpieli. Zanurzam się wtedy w pachnącej wodzie i pozwalam sobie na odpoczynek. Lubię do wody dodawać sole lub płyny, które częściowo pielęgnują skórę. 

Ostatnio w serii  Herbal Care od Farmony pojawiło się kilka kosmetycznych nowinek w tym płyny do kąpieli i masła. Od paru tygodniu jest ze mną podczas weekendowych wieczorów Kąpiel odświeżająca SOSNA HIMALAJSKA Z MIODEM MANUKA oraz Masło do ciała - LAWENDA Z MLECZKIEM WANILIOWYM.



HERBAL CARE Kąpiel odświeżająca SOSNA HIMALAJSKA Z MIODEM MANUKA

Pojemność - 500 ml Cena - 12 zł

Kąpiel ta ma leśny zapach. Uważam, że każdy kto lubi leśne wojaże będzie kupiony tym aromatem. Miód manuka dodaje swoim aromatem namiastkę słodyczy. Kompozycja bardzo udana wg., mnie. 
Wlewając płyn pod strumieniem ciepłej wody zapach się nasila dlatego zawsze to ja zajmuję się przygotowaniem tej kąpieli. 
Z reguły robi to mój mąż:) Tym razem od tej czynności został zwolniony. Ale przyznał, że jemu ten leśny iglakowy aromat też bardzo pasuje i sam podkrada mi płyn do mycia ciała - bo to jego drugie przeznaczenie. 
Kąpiel nie jest szczególnie gęsta, ale potrafi wytworzyć dobrze średnią pianę. Jest krystaliczna. 25 ml starcza na jedną kąpiel. 

Używałam jej jako dodatku do kąpieli. Nigdy skóry nie przesuszyła zarówno u mnie jak i u męża, który używał jej zamiast żelu do mycia. Zawarty w niej olejek sosnowy powodował odświeżenie, a przy okazji potrafił poprawić samopoczucie. Miód manuka odpowiada za regenerację naskórka, a mleczko owsiane zajmuje się ogólną pielęgnacją. W składzie pojawia się także d-pantenol, który nawilża, koi i łagodzi podrażnienia.



HERBAL CARE Masło do ciała Lawenda z mleczkiem waniliowym

Pojemność - 200 ml Cena - 12,50 zł

Masło, balsam lub mleczko nie ma znaczenia. Wpadłam jak śliwka w kompot i balsamuję się prawie codziennie. Taki mój rytuał, a kiedy w moje łapki trafi mazidło o zapachu lawendy to jestem w siódmym niebie.

Na plastikowy i dosyć płaski słoiczek natknęłam się przy tym maśle. Myślę, że rozwiązanie jest trafione, ponieważ masło ma konkretną gęstość i trzeba zdecydowanie zanurzyć palce przy wydobyciu.

Ładna etykieta jest ozdobą wieczka pod którym natknęłam się na sreberko otulające brzegi słoiczka.

Ta wersja masła o zapachu lawendy z dodatkiem waniliowym to uczta dla moich zmysłów. Olejek lawendowy zawsze na mnie pływa korzystnie, przy nim mogę poczuć luz i odprężyć się.

Masło trochę opornie daje się rozsmarować, ale za to nie pokrywa skóry lepiącym filmem. Po wchłonięciu jest wyczuwalna warstwa, ale nie szkodliwa. Kompleks Omega 3 i 6 odbudowuje barierę lipidową naskórka przywracając naturalne funkcje ochronne skóry, olejek kokosowy poprawia elastyczność skóry, nawilża ją i natłuszcza, mleczko waniliowe kondycjonuje skórę, poprawia jej sprężystość i redukuje przesuszenie.

Nie potrzebuję tego masła nakładać co wieczór. Ma ono właściwości pielęgnacyjne, które są coraz mocniejsze przy kolejnej aplikacji. Skóra przyswaja go i daje poczucie dobrego nawilżenia. Masło koi po depilacji.


pozdrawiam - Magda

17 lipca 2017

#DOVE, NOWOŚCI NA SKLEPOWYCH PÓŁKACH |PIANKI DO MYCIA CIAŁA POD PRYSZNIC, RÓŻNE RODZAJE|

 Witam

Nowe pianki Dove na lato to dla mnie doskonałe rozwiązanie podczas wieczornej kąpieli lub przy porannym prysznicu. Mycie staje się przyjemne i pachnące. 

Markę znam od dawna, a z nowościami jakie Dove wypuszcza jestem prawie na bieżąco dzięki siostrze, która jest stałą ich wielbicielką od szkoły podstawowej? Zawsze kochała kostki mydlane. Podczas odwiedzin u niej z zachwytem spoglądam na gromadkę poukładanych na rancie wanny różnych kosmetyków Dove do mycia. 

Kiedy przychodzi czas świąteczny jest pierwszą i jedyną osobą, której kupuję zestaw kosmetyków Dove pod choinkę.

Ostatnio to ja ją zaskoczyłam i kiedy wpadła do mnie na parę dni przedstawiłam jej nowinki marki. Są to trzy warianty pianek do mycia ciała pod prysznic. Odjeżdżając wybrała sobie jedną. Nie mogło być inaczej. Zresztą siostrę mam jedną i trzeba ją rozpieszczać. 

Pianka pod prysznic Dove dostępna jest w 3 wariantach zapachowych:
  • Dove Deeply Nourishing – oryginalna kompozycja zapachowa Dove
  • Dove Pampering Pistachio – o rozpieszczającym zapachu pistacji i magnolii
  • Dove Revitalizing Pear – o zapachu soczystych gruszek i aloesu


Każde opakowanie mieści 200 ml płynu, który przechodząc przez bardzo wygodny dozownik w postaci pompki.
Wystarczy nacisnąć pompkę, aby napowietrzyć kosmetyk i otrzymać porcję lekkiej jak chmurka pianki, która podczas mycia przywraca skórze miękkość oraz gładkość.

Naciskana główka przeze mnie jest dość sporych rozmiarów, sadzę, że jest to zaleta i może i szczegół o którym wspominam, ale przez to czynność aplikacyjna nie sprawia żadnych najmniejszych problemów.

Opakowania są niedużych rozmiarów i mogłoby się wydawać, że dana ilość płynu skończy się w krótkim czasie. Jednak nie, producent zapewnia, że jedno opakowanie to aż 130 porcji pielęgnującej pianki. 


Pianki Dove pod prysznic to produkty drogeryjne. Znajdziecie je w Rossmannie za 19,99 zł -sztuka.
 
Podczas mycia się nimi na zmianę, (nie mogłam oprzeć się i w krótkim czasie poznałam każdy z zapachów) codzienne mycie zamienia się w nastrojowy, pielęgnacyjny rytuał. 
I tak: Dove Revitalizing Pear dodaje energii o poranku przygotowuje na wyzwania nadchodzącego dnia, z kolei wieczorem Dove Pampering Pistachio otula moje ciało, zapewniając kojący relaks i wyciszenie. Trzecia tradycyjna wersja zapachowa Dove Deeply Nourishing o nutach charakterystycznych dla marki sądzę, że pasuje na każdą porę dnia.


Pianki nawilżają moje ciało średnio, ale nie odczuwam przez nich wysuszenia. To dobry znak dla tych, którzy mają normalną skórę jak mój mąż i u niego skóra jest bardziej nawilżona. 


Pianki posiadają unikalne połączenie glutamate (składnika aktywnego stosowanego m.in. w preparatach do mycia twarzy) z technologią NutriumMoisture™. Już podczas mycia kosmetyk nie tylko oczyszcza skórę, ale ponieważ zawiera kwas stearynowy (kluczowy składnik bariery ochronnej skóry), odpowiada za odbudowanie bariery lipidowej skóry, a także zapobiega procesowi wymywania lipidów z rogowej warstwy naskórka.


Zaraz po rozprowadzeniu pianki po skórze, nie znika ona całkiem, a tworzy lekką emulsyjną warstwę, którą można masować się i przy okazji rozkoszować się danym zapachem. Zdradzę, że moim faworytem została wersja gruszkowa z aloesem, która po czasie zmienia zapach i po umyciu wyczuwam na skórze bardziej waniliowe aromaty.

Wszystkie trzy pianki skutecznie oczyszczają, odżywiają skórę i pozostawiają ją miękką w dotyku z lekkim aromatem. Zauważyłam, że spłukiwanie ich jest prostsze niż przy tradycyjnych żelach.

Pianki jak na kosmetyki drogeryjne wypadły całkiem dobrze. Nie doczekałam się przesuszeń czy podrażnień. Myślę, że to wpływa tylko na ich korzyść. Jeżeli lubicie wersje piankowe kosmetyków do mycia ciała to wypróbujcie przynajmniej jeden wariant.


#DovePolska #DovePianka



 pozdrawiam - Magda

16 lipca 2017

#FITOMED, MASECZKA-PEELING K+K

Witam

Naturalne kosmetyki szerzą się i są wypychane przez drogeryjne.  Nie sądzę jednak, że mają przewagę przed tymi "zwykłymi".

Większość osób w tym i ja nie są nadal wiernymi oddanymi, którzy celebrują w pełni naturalność. Np: naturalne szampony w większości przypadków nie do końca odpowiadają moim potrzebom, ponieważ użycie ich powoduje gorszy stan włosów niż przed rozpoczęciem stosowania. Prędzej już same kremy czy balsamy do skóry ciała one dają odżywienie i regeneracją jakiej nie uzyskam czasami z kosmetykiem drogeryjnym.

Sporo naturalnych produktów znam Fitomedu. Nie wszystkie potrafiły mnie do końca zaspokoić, ale w większości byłam na - tak. Tym razem poznacie opinię mojej siostry, która po moich namowom postanowiła poznać Maseczkę Peeling K+K kordun i kwas mlekowy (4%).


Działanie: przeciwzmarszczkowe, złuszczające, rozjaśniające

Przeznaczenie: maseczka do cery mieszanej, tłustej i trądzikowej (bez czynnych wykwitów ropnych), oraz do cery tłustej, zmęczonej i dojrzałej. Doskonale sprawdza się w okolicach skroni, spłyca tak zwane „kurze łapki”.
Uwaga! Maseczka nie jest zaleca do cery naczynkowej, suchej i łuszczącej się.

Skład: Aqua, Korund, Lactic Acid, Glycerin, Hydroxyethyl Acrylate, Sodium Hyaluronate, Sodium Acryloyldimethyl Taurate Copolymer, D-Panthenol, Trilaureth-4-Phosphate Caprylic/Capric Triglyceride, Peg-7 Glyceryl Cocoate, Phenoxyethanol, Ethylhexylglycerine.




Siostra jest mi bardzo wdzięczna, że dzięki mnie mogła poznać ten produkt. Stosując różne maseczki do cery mieszanej z przewagą tłustej nigdy nie osiągnęła tak dobrych wyników. Teraz kilka słów od niej:

"Słoiczek jest dość prosty nie ma nic w nim szczególnego. Nie mogę powiedzieć, że mi się spodobał, wolę ładniejsze słoiczki które z przyjemnością umieszczam w szafce toaletki. 

Gęstość jest ruchoma i przypomina bardzo rzadki żel. W barwie półprzeźroczystej widać mikroskopijne ziarenka korundu, składnika wiodącego. Zapach nie będzie miły dla każdego nosa, nie przepadam za mega naperfumowanymi kremami czy żelami do pielęgnacji cery, ale w tym przypadku zapach to nic szczególnego. 
Musiałam się do niego przyzwyczaić tylko ze względu na działanie produktu, które jest znakomite. 

Drobnych zmarszczek maseczka nie usunęła, ale poprawiła ogólnie stan cery. Teraz kiedy mija niecały miesiąc w ciepłe dni cera wytwarza sebum w mniejszych ilościach. Miejsca jak czoło i broda nie świecą się przez większość dnia. Maseczka daje znakomite oczyszczenie i odświeżenie cery. W żadnym wypadku nie podrażniła ani centymetra skóry na twarzy jest łagodna mimo mocnego zdzieraka jakim jest korund. Planuję zakup nowego słoiczka."

Polecamy z siostrą Maseczkę - Peeling K+K Fitomed . Do skór mieszanych i tłustych jest dobrym rozwiązaniem. Wycisza i daje ukojenie. 


pozdrawiam - Magda

14 lipca 2017

#LIRENE, NIWELOWANIE SKUTKÓW PROMIENIOWANIA IR, HYDROLIPIDOWY OCHRONNY KREM DO TWARZY 50 SPF

 Witam

Lato jest i to powód do radości. Życie nabiera sensu, można szaleć do woli w ciepłych promieniach słonecznych. W takich beztroskich chwilach nie zapominam o skórze, która mimo woli starzeje się wraz ze mną. Wystawiona na słońce musi dostać dobrej dawki ochronnej by na stare lata nie wyglądała tragicznie. 
Mając średnią w tej chwili karnację nie chcę jej przyciemniać dlatego stosuję dość wysoką ochronę - 50 spf. Krem jaki stosuję eksponując twarz w słońcu pochodzi od Lirene. Służy mi do ochrony twarzy, do ciała mam inny kosmetyk z innym filtrem. 


Hydrolipidowy ochronny krem do twarzy SPF 50
Pojemność - 40 ml
Cena - około 22 zł

Słoneczny pomarańczowy kartonik to tylko zapowiedź tego co znalazłam wewnątrz. 
Zgrabna tubka o tej samej barwie, słoneczna z połyskującą zakrętką. 
W środku tubki mamy krem biały, luźny przy głębszym zastanowieniu minimalnie wyczuwalny.


Krem był/jest użytkowany przeze mnie w trakcie przebywania w pełnym słońcu przez kilka godzin w upalne dni. W gorszą letnią pogodę filtr zmniejszam, jednak przy przebywaniu "na patelni" ta propozycja Lirene sprawdza się u mnie bardzo dobrze. 

20 minut zanim wyjdę na słońce nanoszę krem na twarz. Radzę chwilę go wklepywać ponieważ bieli i zostawia widoczny film. Po wchłonięciu skóra jest tempa z wyczuwalną warstwą ochronną. Oto w końcu chodzi by była dobrze chroniona dlatego ten efekt mi nie przeszkadza. 

Krem nie jest wodoodporny dlatego przy kontakcie z wodą należy go ponownie nanieść. Nie zapominajmy o tym zwłaszcza kiedy przebywamy nad wodą lub odkrytym basenem.


Krem zawiera trójaktywny system zdrowej opalenizny. Co to oznacza? 

Krem chroni przed promieniowaniem UVA+UVB. Zawarty w kremie system fotostabilnych filtrów mineralnych i organicznych zapewnia wielopoziomową skuteczność i zabezpieczenie przed szkodliwym działaniem promieniowania UVA i UVB. 

Kolejna ochrona to niwelowanie skutków promieniowania podczerwonego IR. Unikalny składnik IR Complex wzmacnia barierę hydrolipidową, działa łagodząco oraz ochronnie na DNA komórek. Poprzez wyciszanie aktywności substancji niszczących włókna podporowe skóry, wspomaga niwelowanie negatywnych skutków promieniowania IR.

Krem ten ochrania skórę dając jej nawilżenie nie doprowadzając do przesuszeń. 

Krem zawiera odmładzającą witaminę E oraz wyciąg ze złotej algi, które aktywują proces intensywnej odnowy i regeneracji komórek skóry uszkodzonych przez promieniowanie. Alantoina regeneruje naskóreki łagodzi podrażnienia powstałe podczas ekspozycji skóry na słońce, dzięki czemu opalona skóra uzyskuje zdrowy wygląd.




Kremu używam przeważnie solo. Nie obciążam zbytnio cery kiedy leje się żar z nieba, wszelkie podkłady idą wtedy w kąt. 

Krem jest znakomitą ochroną, przekonałam się w tym sezonie już wielokrotnie. Docelowo cera otrzymuje mocną ochronę, nie jest nawet zaczerwieniona nie mówiąc o jakimkolwiek uczuleniu słonecznym. 

Krem warto zabierać ze sobą i w trakcie upalnego dania co kilka godzin nakładać go, zapewniając sobie tym ochronę. 


pozdrawiam - Magda

12 lipca 2017

WAKACYJNA #LIFERIA /SUMMER VIBES/

 Witam

Początek tygodnia zaczął się u mnie bardzo dobrze, mimo kapryśnej pogody. W ten dzień doszło do mnie najnowsze różowe pudełeczko Liferii. Za każdym razem nie mogę się go doczekać, bo wiem, że autorki zawartości potrafią zaskakiwać. 

Zawsze sięgam po kosmetyki dla mnie mniej znane, a często takie o których nie miałam pojęcia.

W boxach nie sposób jest doszukać się drogeryjnych kosmetyków! Zawsze pojawiają się perełki z których jestem zadowolona, rzadko kiedy kręcę nosem. 

Wakacyjny box występuje pod nazwą Summer Vibes. Umieszczone w nim kosmetyczne marki pochodzą z Anglii, Włoch i Polski. 

Dołączony przewodnik do boxu mieści krótki artykuł na temat dbania o skórę latem. Pamiętajmy wtedy o peelingowaniu, filtrach, regeneracji i lżejszym makijażu. Dołączona informacja o samych produktach zawsze ułatwia mi ich poznanie i tym razem krótko i na temat zostały przedstawione. 

Poniżej zapraszam na dokładny przegląd zawartości.

  
Peeling do ciała Lab 5033 (produkt pełnowymiarowy, 200ml/40zł, Anglia)

Ten kosmetyk zajmował większą część różowego pudełeczka Liferii. Nawet wieczko ledwo co się domykało, dlatego w pierwszej kolejności zwróciłam na niego uwagę. Z tej racji, że jestem wielbicielką zdzieraków Lab 5033 już na dniach powędruje do łazienki ze mną na pierwsze użycie. Jest to peeling solny, po składzie domyślam się, że będzie przyjemnie chłodził. Zawiera minerały z morza martwego. Jego zadaniem jest redukcja podrażnień. Posiada witaminę C, która ma nadać blasku skórze i ją rozświetlić. 


  
Krem na noc Skin Drench (produkt pełnowymiarowy, 50ml/120zł, Anglia)
 
Cena kremu jest wysoka. Liczę, że z kremu będę zadowolona, kiedy go zacznę stosować. Przeznaczono go na noc. Ma zregenerować i wzmocnić skórę oraz nadać jej dobrego nawilżenia. Zawiera witaminę E i kiełki pieprzycy siewnej, które chronią skórę przed wolnymi rodnikami. Krem mnie bardzo fascynuje po skończeniu obecnego z przyjemnością poznam jego działanie.
 


Hydrożelowe płatki 4D pod oczy Dermo Pharma (produkt pełnowymiarowy, 7zł, Polska)
 
W boxie trafiły mi się hydrożelowe płatki pod oczy, mogłam natknąć się również na serum rozświetlające, które zamiennie z nimi występuje. Marka Dermo Pharma reprezentuje nasz kraj w tym boxie. Płatki zawierają kwas hialuronowy, fitokolagen i miłorząb japoński. Płatki mają zapewnić ekspresowe nawilżenie i odświeżenie likwidując przy okazji zmęczenie. Nadają się przede wszystkim do skóry matowej, przesuszonej i zmęczonej. 



Naturalny szampon do włosów Idea Toscana (rozmiar travel size, 50ml/13zł, Włochy)

Cenię sobie naturalne szampony bo mają w sobie szlachetne składniki, jednak nie wszystkie mi służą. Potrafię po myciu takim szamponem uzyskać pełen przyklap włosów, które wyglądają jak nie umyte i przede wszystkim przetłuszczone.

Ten miniaturowy szampon nadaje się na krótki wakacyjny wyjazd. W końcu to wersja travel size. Dla mnie jest jednak najsłabszym ogniwem z całego boxu.




  
Matowa szminka Diva Crime, odcień Ombre Rose Nabla (produkt pełnowymiarowy, 4,2g/55zł, Włochy)

Moja pierwsza kolorówka marki Nabla. Czytałam o niej jedynie w blogosferze. Opakowanie jest malutkie, ale eleganckie i dla prawdziwych dam. Wierna czerwieni jaką maluję usta byłam zaskoczona tą barwą szminki. Po pomalowaniu ust sądzę, że nawiązała się między nami jednak nić porozumienia i pomadka zostanie ze mną na dłużej. Nie zawiera silikonów, parabenów i jest odpowiednia dla wegan, ma nawilżać i regenerować usta. Z łatwością rozprowadza się dając matowe wykończenie.



Jeżeli zawartość boxa Liferii komuś się spodobała to zapraszam na stronę LIFERIA.PL, gdzie możecie go zamówić. 

pozdrawiam - Magda